T.G Sokół - Gniazdo Warszawa

17 i 19 maja


2019

W najbliższy piątek oraz niedzielę nie będzie zajęć na Warszawiance. Muszę z powodu wyjazdu na zawody odwołać powyzze terminy. Za utrudnienia przepraszam.

Spóźniona relacja z zawodów.


2019



Harpagan 57 – Miastko 12-13 kwietnia 2019

Jechałem na zawody z myślą poprawienia wyniku z poprzedniej edycji. Wyglądało na to, że skoro
z edycji na edycję jest coraz lepiej, to tym razem będzie już bliżej podium. Plan minimum to być
w pierwszej dziesiątce, skoro ostatnio skończyłem na 11 pozycji.

Pierwsze spojrzenia na prognozę pogody w przeddzień i małe zdziwienie – będzie kilka stopni poniżej zera. Na szczęście bez opadów i bez silnych wiatrów. Dla mnie taka aura jest idealna, bo świetnie znoszę niską temperaturę.
Wyruszyliśmy około południa w piątek, we trójkę (oprócz mnie jeszcze Maja i Olga), pełni zapału
i radości z nadchodzącego wyzwania. Każdy miał swój cel. Maja i Olga chciały zdobyć wszystkie punkty na trasie pieszej 25 km (TP25) a ja na trasie mieszanej 150 km (TM150). Mój start był przewidziany na 22.00 a dziewczyny startowały dopiero w sobotę rano. Dojechaliśmy do Miastka na 18.00 i mieliśmy jeszcze wybór miejsca parkingowego i noclegowego na sali gimnastycznej. Lubię być trochę wcześniej, aby nie stresować się podczas przygotowań do startu. Zawsze jest jeszcze chwila na odrobinę odpoczynku a nawet snu.

Tuż przed 22.00 wyszedłem na zewnątrz poczuć ziąb i rzeczywiście było mroźnie. Większość osób przytupywała i próbowała się rozgrzać. Stres, zimno i niespokojne drgawki. Ciężko je opanować więc tupałem i skakałem bez końca. Dopiero pięć minut przed startem, jak dostałem mapę, napięcie odeszło. Mogłem się skupić na planowaniu. Sytuacja idealna, jak dla mnie, po raz pierwszy w etapie pieszym obowiązywał scorelauf. Tu wyjaśniam, że oznacza to dowolną kolejność zdobywania punktów kontrolnych. Oznacza to również, że tempo początkowe jest mniej zawrotne. Wybrałem wariant poruszania się zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Jak się potem okazało, wybór podobny dokonało wielu zawodników.

Start zaskoczył wszystkich. Wszyscy rozbiegli się dość spokojnie w różnych kierunkach. Bez większych problemów odnalazłem drogę na pierwszy punkt. Przede mną biegli znajomi z rajdów (Artur i Maciej). Po krótkiej wymianie zdań ustaliliśmy, że wybraliśmy ten sam wariant. Dołączyli się też moi znajomi żołnierze (Krzysiek, Mariusz i Tomek), z którymi startowałem w poprzedniej edycji. Tempo powoli wzrosło do prawie 5 minut na kilometr. Punkt pierwszy (PK1) padł po 25 minutach od startu, a po kolejnych 27 minutach punkt następny (PK7). Od tego punktu biegłem już tylko z żołnierzami, bo pozostali wybrali inny dobieg na punkt PK4. Dotarliśmy do niego na 15 minut przed północą i podczas zbiegu spotkaliśmy znajomych, którzy nadbiegli od południa. Zyskaliśmy drobną przewagę i byliśmy niedaleko za liderami. Czwarty z kolei punkt (PK9) minęliśmy 00:10 i tam chwilę musieliśmy poświęcić na przepakowanie jednego z plecaków. Podczas upadku w gęstym lesie Tomek rozdarł sobie plecak o jakąś gałąź. Dobrze, że to w porę zauważył. Od tego punktu mieliśmy długi, ponad pięciokilometrowy, przebieg z łatwą orientacją. To rozluźnienie zaowocowało pierwszym poważnym błędem. Punkt nr 6 znajdował się po wschodniej stronie, a my w pewnej chwili zorientowaliśmy się, że jesteśmy po dokładnie przeciwnej stronie. Obieg tego jeziora to była strata 40 minut. Nasz zysk, dwudziestu minut nad zespołem Artura i Maćka, przerodził się w takąż właśnie stratę. Nie odrobiliśmy tej straty przez następne dwa punkty (PK8 i PK2). Orientacja była za łatwa na błędy przeciwników. Szkoda. Musieliśmy teraz bardziej przyspieszyć. Biegliśmy ponad 6 km w tempie 5’30” na każdy kilometr. Na liczniku mieliśmy już ponad 38 przebiegniętych kilometrów. Nie wiem skąd znalazłem siłę na takie tempo w tym momencie…

Punkt nr 5 znaleźliśmy dość późno, bo o 4:48. Zmęczenie było czuć już w każdym fragmencie ciała. Nogi jak z betonu i ból kręgosłupa. Trochę szliśmy a trochę podbiegaliśmy. Ogarniało nas powoli zniechęcenie i obawa, że nie zdążymy dotrzeć na półmetek przed siódmą. Nawigacja między PK5 a PK3 była bardzo trudna i nic się nie chciało zgadzać. Dopiero po szóstej złapaliśmy ten przedostatni punkt trasy pieszej. Udało nam się nadrobić trochę straty do ekip przed nami. Postanowiliśmy częściej biec i maszerowaliśmy tylko przy bardziej stromych wzniesieniach. Godzina 7:10 i mamy ostatni punkt. Dobieg do mety po asfalcie wspominam jako bardzo bolesny. Zero amortyzacji i strasznie bolące stopy. Już nawet plecy tak nie przeszkadzały. Wpadliśmy na linię zmian piętnaści minut przed ósmą. Byliśmy szóstym zespołem z kompletem punktów. Różnica czasu, względem lidera, wynosiła wtedy mniej niż 45 minut. Wszystko się mogło jeszcze wydarzyć.

Wszedłem do bazy pełen zapału i przy stołach dostrzegłem córkę ze znajomymi. Ze wzruszenia nie mogłem nic powiedzieć. W takich chwilach, jak widzę bliskich, chce mi się po prostu płakać. Nie chciałem się rozklejać przy wszystkich. Poszedłem się przebrać i coś zjeść. Długo mi to zajęło, bo blisko 50 minut. Strasznie długo… Chyba miałem duży kryzys i zmęczenie mnie wtedy dopadło.
Rower rozpoczęliśmy dopiero po ósmej, raczej dość raźnie i z myślą, że ukończymy całą trasę. Ruszyliśmy na południe i w dwadzieścia minut mieliśmy pierwszy punt rowerowy. Wróżyło to dobrze na dalszą część wyścigu. Jedynym utrudnieniem była pogoda. Mimo braku opadów chłód był przenikliwy. Silny wiatr zabierał nam resztki sił. Kilka odcinków otwartym terenem było pod wiatr. Dało nam to w kość. Kolejne dwa punkty (PK21 i PK13) zdobyliśmy w czterdziestominutowych odstępach. Dojazd do punktu nr 19 to było kilkanaście kilometrów w ostrym wietrze i to prosto w twarz. Tempo spadało nawet do 12 km/h. Nie trafiliśmy w punkt idealnie, ale na szczęście liczny tłum, szukających tego samego co my, sporo nam ułatwił. Zmęczenie i zmarznięcie nakłoniło moich dwóch towarzyszy (Krzyśka i Tomka) do podjęcia decyzji o wycofaniu się z rajdu. Pozostaliśmy tylko ja i Mariusz. Pędzeni dopingiem ruszyliśmy dalej. Wybrałem wariant trochę krótszy niż pierwotnie, ale bardziej trudny. Okazało się, że trochę tym zyskaliśmy. Niestety punkt nr 12 okazał się niezłym problemem i naszym największym błędem nawigacyjnym. Szukaliśmy go kilkanaście minut wspólnie a potem się rozdzieliliśmy, aby poszerzyć obszar poszukiwań. Mariusz poprosił mnie, abym na pewno na niego poczekał, bo on nie miał mapy. Mieliśmy się spotkać przy paśniku. Z mojego rekonesansu wróciłem bez punktu i Mariusza jeszcze przy paśniku nie było. Trochę nawoływałem i czekałem. Zjawili się następni rowerzyści i wspólnymi siłami odkryliśmy punkt dość niedaleko paśnika. Co za ironia… Po 40 minutach czekania na Mariusza postanowiłem ruszyć dalej. Okazało się potem, że znalazł on punkt 30 minut przede mną. To już podwójna ironia…
Od tego punktu ruszyłem wraz z innym rajdowcem w stronę punktu nr 20. Widać było, że nie dam rady jechać w jego tempie. Było to ponad moje siły. Grzesiek cierpliwie czekał w wielu miejscach, ale widziałem, że nie do końca mu to pasuje. Wielkie dzięki mu za to. Dotarliśmy do tegoż punktu po 14:00 i ostatecznie postanowiliśmy się rozdzielić. Ja wracałem do bazy a on chciał jeszcze coś zdobyć. Miał mało punktów z części biegowej więc miał ochotę trochę nadrobić na rowerze. Byłem już psychicznie i fizycznie wyczerpany. Przejechanie 18 kilometrów do mety zajęło mi prawie 1,5 godziny. Trochę walczyłem z myślami, że może jeszcze jeden punkt i dopiero do mety… To były trudne decyzje. Po 16 godzinach i 41 minutach skończyłem mojego własnego harpagana. Mimo braku 6 z 22 punktów kontrolnych skończyłem na miejscu 10. Tytułu nie zdobyłem, ale plan minimum zrealizowałem. To był trudny rajd.
Podsumowując, KS Bednarska była reprezentowana przez trzy osoby. Olga i Maja zajęły 257 i 258 miejsce na trasie pieszej (25 km) na 308 startujących zawodniczek i zawodników. Mój wynik dał mi 10 miejsce z 39 startujących na trasie pieszo-rowerowej (150 km). Mam nadzieję, że w następnej edycji będzie nas więcej…


Najbliższe zajęcia 19 i 21 kwietnia


2019

W dniu jutrzejszym tj. 19.04 nie będzie zajęć. Spotkamy się już po Świętach. Wobec tego, życzę wszystkim Wesołych Świąt.

12-14 kwietnia


2019

W najbliższy piątek(12.04) i niedzielę(14.04) jestem na Harpaganie więc nie będzie zajęć. Trzymajcie kciuki.

Uwaga!


2019

W najbliższy piątek 29 marca i niedzielę 31 marca jestem na zawodach w Złotowie. Ścianki wobec tego nie będzie…Buuu…

« Starsze wpisy Nowsze wpisy »