T.G Sokół - Gniazdo Warszawa

Boże jakie wielkie pole – Harpagan-58


2019

Harpagan-58 Bożepole Wielkie

Tym razem pojechałem na zawody nieprzygotowany a zarazem przygotowany. O co chodzi? Nie byłem w stanie wystartować na 150 km, bo nie ćwiczyłem przez ostatni miesiąc za wiele. Wiedziałem, że tytułu Harpagana jest poza moim zasięgiem. Dlatego przygotowałem się do startu na krótkim dystansie – 50 kilometrów nocą. Przygotowałem się tylko sprzętowo i mentalnie. Wiedziałem, że pokonam taki dystans bez problemu nawet idąc.

baza zawodówDojechałem na miejsce z zapasem niecałych dwóch godzin do startu. Lekki stresik nie zaowocował rozstrojem żołądka a tylko przyspieszył moje ruchy podczas przygotowań. Zapakowałem 3 litry wody i 3 batony. Batonów wszystkich nie zjadłem a wody zabrakło mi już dość szybko. Od wejścia do strefy startu wszystko potoczyło się jakoś za szybko. Odebrałem mapę i chciałem na niej zaznaczyć jak pobiegnę. Zapalam czołówkę… wciskam… i wciskam a ona nie świeci. Baterie, które dosłownie przed chwilą odpakowałem (nówki) w ogóle nie działały. Szybko zamieniłem na stare i rozpocząłem rysowanie trasy i… równie szybko skończyłem, bo zaczęło się odliczanie. Bardzo nie lubię nie mieć zaznaczonej trasy i planować w biegu, ale tym razem nie zdążyłem. Zawody rozpoczęte.

planowanie trasyPierwsze kilometry trzymam się jakiejś trójki dość szybkich wyjadaczy. Zerkając na mapę stwierdzam, że początek wybrali ten sam. Dobieg na pierwszy punkt z małym potknięciem i już wspomnianej trójki nie widzę. Zaczyna się samotna walka. Taką lubię, bo nic nie rozprasza i muszę sam myśleć. Docieram do kolejnego punktu przed moimi rywalami, których wcześniej zgubiłem. Oni przybiegają z zupełnie innej strony niż ja. Dziwne.

Na trzeci punkt biegnę wygodną drogą. Spokojnie i delikatnym truchtem. Nagle za mną pojawia się silne światło. Od razu myślę, że to inni zawodnicy i przyspieszam, aby ich zgubić. Nie dam się wykorzystać jako osioł do nawigacji. Daje ile wlezie, i niestety samochód, który jechał za mną, mnie dogania. Wkurzony na siebie zwalniam do marszu. Bardzo szybko wychodzę na większą drogę, gdzie spotykam rzesze zawodników. Sami startujący na 100 km, którzy mają ten sam punkt co ja. Z jednym z nich wspinam się po zboczu w stronę punktu. Niestety mijamy ten punkt i dopiero po paru minutach wracamy w dobre miejsce. Ta chwila wspólnych poszukiwań przeradza się we współpracę na nadchodzące kilometry. Myślę, że świadomość nie bycia rywalem dopomogła nam w decyzji kontynuowania biegu wspólnie. Przez kolejne cztery punkty kontrolne poruszaliśmy się wspólnie. Niestety szkoda, że nie zapamiętałem imienia mojego nocnego kolegi.

punkt z wodąWspółpraca układała się pomyślnie, bo ja mogłem decydować. Wspólne kłócenie się o dobry kierunek jest destrukcyjne. W tym przypadku wszystkie decyzje podjąłem słusznie i ani razu nie błądziliśmy. Jedyne utrudnienia jakie napotkałem to brak wody. Wyczułem, że za chwilę skończy mi się woda i dlatego na czwartym z kolei puncie, chciałem uzupełnić camelbak. Niestety pomimo oznaczeń na tym punkcie i następnym nie było wody. Zmartwiłem się, że blisko 10 km muszę jeszcze biec bez wody.

Zaraz po rozstaniu ze znajomym lekko przyspieszyłem, bo teren był jak na ten rejon dość płaski. Nawet wyczuwałem lekki spadek. Miałem pilnować skrętu za 500 metrów a rozpędzony pobiegłem kilometr dalej. Spotkałem dużą grupę biegaczy i dowiedziałem się, że już biegnę brzegiem jeziora, przy którym jest mój ósmy punkt. Czasami trzeba mieć szczęście. Takie niedopatrzenie może kosztować wiele minut straty. Od tego miejsca raczej szybko i sprawnie dobiegłem do punktu odżywczego, po drodze zbierając jeszcze dwa punkty. Dokładnie o trzeciej nad ranem miałem zdobytych 10 punktów i pozostało mi jeszcze 6. Zwycięzca trasy był już na powrocie a dwóch rywali którzy dogonili mnie dwa punkty wcześniej mieli stratę już blisko godzinę. To był dobry moment. Czułem, że mogę powalczyć o podium.

połowa trasyMyślę, że się rozproszyłem tymi marzeniami i zacząłem popełniać różne błędy, które zsumowały się do dużej straty wobec prowadzących.

Na owym punkcie odżywczym zabawiłem prawie 10 minut, uzupełniając wodę w pojemniku i brzuchu. Zmieniłem skarpety i już miałem wybiegać, gdy zobaczyłem przepięknego kociaka, który przypałętał się do obsługi tej strefy. Cały czarny i do tego mega ufny i chętny do głaskania. Obsługa odkryła też jego zamiłowanie do przybijania żółwika głową. Robił to bez końca z każdym. Wystarczyło ukucnąć i wystawić pięść jak do żółwika. Kot natychmiast pochylał się i z pełną prędkością uderzał w wystawioną pięść swoją główką. Jak nie można się było na niego zagapić?punkt odżywczy

Od tego miejsca zaczął się powrót do bazy. Wszystkie punkty zbliżały mnie do mety. Zbliżały też do kolejnych błędów. Pierwszy to skręcenie w przecinkę wcześniej o 200 metrów, pomimo wyraźnie wracających z dobrego kierunku innych biegaczy. Drobna pomyłka ale 20 minut w plecy. Przedzieranie się w nocy aby dotrzeć do drogi to setki ukłuć i podrapań od jeżyn. Na szczęście jeszcze na sucho.

Dwunasty z kolei punkt znalazłem dość dobrze mimo niepewności w nawigacji. Nic mi się nie zgadzało. Nie te drogi, brak przecinek i ani jednego mostku lub strumyczka. Dogoniłem jakiś dwóch biegaczy, którzy już tylko szybko maszerowali. Minąłem ich i pobiegłem za wcześnie w lewo. Wiedziałem o tym ale na mapie było pole i linia elektryczna więc zignorowałem problem. Pojawiły się bagna a ja jak ten osioł nie zamierzałem wracać. Skakałem z kępy na kępę aż do skąpania się prawie po kolana. Wtedy postanowiłem zmienić lekko kierunek. Po lewej miałem za płotem pole. Płot lichutki taki, siatka druciana z dużymi oczkami i w dużej odległości od siebie drewniane słupki. Wspiąłem się po siatce blisko słupka. Wszystko się trzęsło i ruszało. Kiedy byłem na samej górze płot postanowił się zawalić. Runąłem ze sporym fragmentem siatki i słupków wprost na pole. Dobrze, że nie było błota. Pole okazało się nadal złym rozwiązaniem. Mokre buty, które zamoczyłem w bagnie z ogromną mlaskliwością zbierały mokrą ziemię. Czułem się jak w betonowych butach. Każdy krok był trudny.

Asfalt, jako super wycieraczkę, przywitałem z radością. Wytrzepałem buty i pobiegłem dalej, aby dogonić osoby, które już wcześniej wyprzedzałem. Trzynasty punkt pomimo pechowej numeracji był łatwizną i do tego na prawdziwych bagnach. Przebiłem się do kolejnego asfaltu i spędziłem na nim całe 100 metrów. Obrałem kierunek przez pole w stronę rzeczki i lepszej drogi. W tym miejscu mogłem liczyć kroki, bo straciłem rachubę jaki dystans pokonałem. Na skrzyżowaniu spotkałem zawodnika trasy mieszanej i dałem się przekonać, że nie wiem gdzie jesteśmy. Wiedziałem a mimo wszystko dałem się poprowadzić w maliny. To jeszcze była ciemna noc, a jak wróciliśmy zrezygnowani na miejsce naszego spotkania, rozwidniało się. Błądzenie 2 godziny odebrało mi szansę na pierwszą piątkę. To dziwna jak wiele dróg i ścieżek pasuje do mapy pomimo wielokilometrowego oddalenia. Chyba, że to tylko umysł płata nam figla i urzeczywistnia nasze marzenia.

Ostatnie trzy punkty to już formalność. Jasno, wszystko widać i droga wygodna. Na ostatnim punkcie niestety musiałem coś wykombinować. Wybrałem wariant przedzierania się na południe w stronę drogi do miejscowości Bożepole Wielkie. Napotkałem znowu podobny płot. Wiedziałem, że sprawa jest krucha i ostrożnie dostałem się na samą górę. Przełożyłem jedną nogę a potem drugą. Nic się nie stało więc radośnie rozpocząłem zejście. Oczywiście poślizgnąłem się i spadłem po drugiej stronie płotu… ale nie do końca spadłem. Zawisłem głową w dół z zaczepioną jedną nogą o siatkę. Zmęczone mięśnie nie pozwalały mi na wykonanie choćby brzuszka aby się odczepić. Miotałem się rozpaczliwie ze świadomością, że głupio kończyć na płocie przy ostatnim punkcie. Nie chciałem też czekać na zdjęcie przez życzliwego. W chwili gdy przestałem się ruszać, zawiedziony, noga się odczepiła i runąłem głową w dół. Pozostało tylko dobiec do mety. To był najszybszy fragment.

Spędziłem na nogach ponad 11 godzin , pokonując blisko 60 km. Miejsce 7 na 58 startujących ucieszyło mnie niezmiernie, bo zdążyłem na start córki, która wybiegała na swoją trasę po dziewiątej.